Wilcza pełnia czyli o tym jak skończyłam 34 lata

Cześć. To Ja. Znacie mnie wszyscy dobrze, choć inni może trochę mniej. 

Mam zmarszczki, piegi, kościsty tyłek i właśnie dzisiaj skończyłam 34 lata. Nie mam Męża, ani dzieci i domu z pieprzonym białym płotkiem (dlaczego musi być biały ? ), nie mam nawet faceta, ale Mama mówi, że to moja wina bo wszyscy porządni są już od dawna zajęci lub zakochani i że trzeba było ustatkować się wcześniej i słuchać się rodziców trzeba było, a nie jeździć po świecie i szukać niewiadomo czego, "Mówiłam Ci Agnieszka, mówiłam ! Trzeba było siedzieć na dupie".... a, że Matka ma zawsze racje (Pamiętajcie, Mama ma zawsze rację, jak Mama nie ma racji patrz punkt pierwszy). I tak w oczach zamężnych koleżanek, wkroczyłam w wiek bezdzietnego Milfa (wybaczcie, nie znam tych wszystkich szyderczych i klasyfikujących człowieka określeń, wykluczających mnie z kręgów zamężnych wiedźm i naśmiewających się stale kolegów- przyjaciele :)). 

Mam kota i psa i zostałam wyklęta przez Papieża, bo Franek mówi, że przez brak potomstwa zostałam odczłowieczona i skazałam naszą populację na wymarcie, a to egoistyczne bardzo z mojej strony, więc okazało się też, że jestem egoistką. Więc jestem nieodpowiedzialna i gdyby nie to, że mamy XXI wiek, już dawno paliłabym się na stosie, przyrzekając na Tego co chodził po wodzie, że nie zawarłam jednak paktu z diabłem. Mea Culpa dobrzy ludzie ! Nie jestem godna tajemnych, pieluchowych stowarzyszeń X-ego wtajemnicza. Aha, no i, żeby nie było, ku pokrzepieniu waszych serc, nie mam nic do tych małych, wrzeszczących, karzełkowatych krasnoludków, wysysających z człowieka energię niczym krwiożercze wampiry. Żeby nie było, wampirki są spoko. Lubię "Wywiad z wampirem", "Czystą Krew" i "Hrabiego Draculę". I jaram się niesamowicie oglądając to wszystko setny raz. Lubię czerwone wino, golonkę i pomalowane paznokcie na czarno (czasem maluje też na różowo, kiedy staram się, naprawdę się kurwa staram być damą).

Miałam być Larą Croft, znamienitym archeologiem plądrującym grobowce faraonów, czy tam innych potępionych. Miałam być znaną dziennikarką i niczym Oriana Fallaci dopierdalać zakłopotanym politykom i wszystkim popaprańcom, których oglądamy w telewizji i udowadniać im i wszystkim w koło, jaką to władam zajebistą wiedzą o świecie, wypowiadając się w kilku różnych językach. W związku z tym miałam chodzić na kurs japońskiego, a dzisiaj umiem powiedzieć sushi, Arigato i Watashiwa Agnieszka Tomoshima su. Czy jakoś tak. I tyle było z japońskiego ( ok wiem co to manga i anime, jest ok? ). 

Przyjaciele mówią, że za 6 lat będę już ryczącą czterdziestką (genialne i adekwatne do mojej sytuacji stwierdzenie). A ja kurwa żyłam w przekonaniu, że dopiero teraz wkraczam w najlepszy kwiat kobiecego wieku, że teraz to ja dopiero będę jak Monica Belluci, jak Sophia Loren, jak Julia Roberts w Notting Hill. A okazuje się, że ja jestem jak Bridget Jones pisząca swoje dzienniki. I dzisiaj skończyłam tyle lat co ona w pierwszej części. Nie myślałam nawet, że takiej chwili się doczekam, no bo miał być już ten mąż i te wampiry i ten kurwa płotek dookoła domu z werandą pod lasem. Tymczasem mam piżamę w serduszka, kocham się objadać i oglądać komedie romantyczne, na których ryczę. Dodatkowo w mojej rodzinie jestem zbrodniarzem i wyklętą czarną owcą bo nie dostałam bierzmowania, a Rodzice nie chcieli księdzu dać w łapę (co łaska 1000 zł plus vat). Poza tym jestem jeszcze chamem, albo chamką, jak tam wolicie, bo byłam zbuntowaną uczennicą i jak nauczyciel zapytał mnie o numer w dzienniku powiedziałam mu, żeby sobie sam go znalazł. Więc sami rozumiecie, łatka została już przyklejona na zawsze. Niczym Napoleon mam dwie legendy, jak w szachach, ale nie umiem w nie grać. Za to umiem w Diablo II i Makao. I w pokera też umiem, ograłam kiedyś Tatę na gruby hajs. Całe 10 zł. Ale byłam mała więc mi powiedzieli, że to dużo, a ja uwierzyłam. Blondynka. Blondynka u Szamana, tylko żadnego nigdy nie spotkałam, a może spotkałam ? Nazywali go Crazy Mitch i mieszkał w Arizonie (Szalony Mietek) trzymający sztamę z Indianami Hopi. A trzymać z nimi sztamę to jak wygrać los na loterii, ale Mietek uratował jednemu z nich życie i stał się Białym Szamanem zamieniającym się w kruka. Tak mi powiedział. Jadłam u niego jajecznicę z kiełbasy z jelenia, obok Grand Canionu i było fajnie. Miałam 12 lat więc wszystko było fajne, a  nie tak jak teraz, 34 lata i jakiś popieprzony Nowy Ład. Grabieżcy i najeźdźcy na ludzką godność i wypłatę. Dobrze, że mnie stać jeszcze na tą miskę ryżu Pinokio !!!

Wracając do mnie, bo to moje urodziny i mój post. Jak widzicie dzisiaj jest wyjątkowy dzień ponieważ:

1. Mam urodziny

2. Bo piszę do was po ludzku, a nie jak do tej pory i forma uległa znaczącej zmianie

3. Bo mogę

4. Bo mam urodziny

5. Bo mam urodziny

6. Bo chciałam, żebyście się uśmiechnęli, chociaż jak zauważyliście to moje urodziny, więc prezenty to wy mi, a nie ja wam, co to za czasy.

7. Bo mam urodziny.

A teraz będzie chwila powagi. Nie będzie żadnej nowej mnie, bo po co zmieniać coś co jest już genialne ? :) No dobra, teraz trochę poleciałam. Ale chciałam wam powiedzieć coś co już pewnie wiecie. Nigdy nie powtórzy się żadna z chwil, którą przeżyłam, ale też przyjdą wszystkie chwile, o których zawsze marzyłam. Każdy rok naszego życia jest wyjątkowy, jedyny i niepowtarzalny. I każdy dzień trzeba celebrować i żyć na pełnej petardzie ! A już całkiem byłoby wspaniale, gdyby to wszystko odbywało się bez narzekania. Ale my musimy sobie trochę ponarzekać, na wiek, na zdrowie, na partnerów (jak się ich ma), na szefa (mój jest super, mam nadzieję, że to czyta- i nie nie jestem lizusem, Boże broń :) ), na pogodę (że za dużo słońca, że za dużo deszczu, że za zimno i za ciepło), no i na w sumie wszystko, temat do opisywania jak stąd do wieczności. Co jest najważniejsze w tym wszystkim, to to, żeby doceniać ludzi wokół siebie, nie klasyfikować ich i nie szufladkować, ale też nie dać sobie podcinać nikomu skrzydeł. Bądźcie sobą i najlepszą wersją siebie i nie przejmujcie się gorszymi chwilami, kiedy coś nie wychodzi, kiedy się z kimś pokłócicie lub kiedy nakrzyczycie na kogoś, a potem tego żałujecie  (ja tak mam na przykład, ale to chyba już wiecie :)). Akceptujmy siebie nawzajem takimi jakimi jesteśmy, nawet kiedy jesteśmy zbyt emocjonalni (jak ja), zbyt głośni (jak ja), zbyt impulsywni (jak ja) i zbyt energiczni (jak ja). 34 lata to jest taki wiek, gdzie nie masz już wyboru, człowiek się nie zmienia, więc musi siebie pokochać. Ale to też jest dobre bo we wszystkich poradnikach jest napisane, jak siebie pokochasz to inni pokochają Ciebie. I ja też to tutaj napiszę. Nie dziękujcie :)

Dzięki za te 34 niepokornych lat i oby jeszcze długo dłużej (jak mnie nie wykończycie :)), w zdrowiu przede wszystkim, a resztę się wyszarpie :) No i w szczęściu, byłoby miło też w miłości, dlaczego nie. Przecież jak już pisałam ja kocham filmy romantyczne, więc mam romantyczną duszę. Zwłaszcza serię Halloween o Mike'u Myersie :) Nie no dobra, żartowałam. Kocham Holiday i Pretty Woman no i Dirty Dancing ( z cofaniem sceny jak on wchodzi, żeby zatańczyć ostatni raz z Baby, no mistrz). No i dajcie już spokój z tą udawaną powagą i tym co wypada, a co nie. To jest męczące :) Jestem sobą i nie wszyscy mogą mnie lubić, ja to bardzo szanuję. Miła dla wszystkich nie jestem, ale to też już wiecie, no takie jest życie. Natomiast co do mojego wybryku związanego z publikacją tego posta (boje się, że jutro trafię na Pudelka jako hot celebrytka ), napisałam go ponieważ mogę i ponieważ są moje urodziny to mi dzisiaj wolno wszystko. Aha jedno zdanie dla Mamy:  Mamo, skoro już mam 34 lata, pamiętaj, że jestem już dorosła, nie muszę wracać do domu na Dobranockę czy Ojca Mateusza czy co tam leci o tej 19-stej. Szanujmy się ( Dostanę za to opiernicz i za publiczne przeklinanie też i w ogóle, że dziewuszysko ze mnie). 

Właśnie skończyła się Wilcza pełnia. A ja kocham wilki, ale to też już wiecie i nadal będę tą, która biegnie przed siebie z wilkami, nigdy się nie zatrzymując i nigdy nie oglądając się za siebie.

I tym miłym akcentem pozdrawiam was dzisiaj wszystkich bardzo serdecznie, mam nadzieję, że czujecie prawdziwą rozkosz literacką po przeczytaniu mojego urodzinowego posta i że czujecie się dzięki mnie zmotywowani do działania i natchnieni do spełnienia waszych najskrytszych marzeń. Czego mogę Ja sobie życzyć ? Życzę sobie kolejnych takich nieprzewidywalnych lat, dystansu do siebie i powagi różnych sytuacji ( chociaż Mama mówi, że nie wypada już w moim wieku, no Mama wie lepiej, więc jak mówi "Dziecko ubierz czapkę" to ty kurwa dalej jesteś tym dzieckiem i ubierasz tą czapkę bo jest zima i jest zimno jasne ?), życzę sobie niezliczonych tematów do opisywania mojego fantastycznego życia, w historiach, którymi będę Was tu jeszcze niejednokrotnie zamęczać. Życzę sobie trwania przy mnie tych wspaniałych i szczerych przyjaciół, których mi świecie podarowałeś (zwłaszcza jak mi mówią, że jestem stara i brzydka i kiedy czekam na samolot, a  oni dobrze wiedzą, że boje się latać, wysyłają mi marsze pogrzebne na whats app, kocham was i to prawdziwy zaszczyt, że was mogę mieć ). I życzę sobie kolejnych lat życia w tej cudownej, idyllicznej, zakłamanej rzeczywistości, którą sobie wykreowałam ( patrz Monica Bellucci, Julia Roberts w Notting Hill). I właśnie dlatego kupiłam sobie prosecco za 20 zł i popijając je będę czuła się dzisiaj jakbym piła co najmniej Don Perignon. Jak zawsze z szyderą na ustach, lecz sercem na dłoni, niczym prawdziwa 34 letnia Lejdi Agnes. 

Cytowanie mnie pod groźbą karalną surowo wzbronione. Dobrze, to wy już wracajcie do swoich zajęć, waszego fascynującego życia, bądźcie dzisiaj dla mnie mili i kochani ( zawsze byście mogli, ale nie, po co ) i w ogóle bądźcie fajni. Dziękuję Wam wszystkim za piękne życzenia urodzinowe, kocham, całuję i pozdrawiam :*

God save the Queen (save, a nie jak powiedział kiedyś Wałęsa w Wielkiej Brytanii - shave) and toilet paper - bo mamy covid :)

Trzymam kciuki za przyszłość. 

Buziaki,

Agnieszka 



Komentarze