Harda
Ukradkiem zauważyłam ją na skraju lasu, próbowała stamtąd uciec. Zapomniała drogi ? Czy dopadły ją potwory z jej najgorszych koszmarów ? Zamotała się w porannej mgle niczym zbłąkana sarna uciekająca przed łowcą. Ale ona nie była sarną. Była wilczycą. I różniła się od stada. Szary włos z zielonymi ślepiami, masywna i potężna. Wpatrywała się we mnie dość długo. Kiedy w szamotaniu z pędami dzikiego lasu zatrzymywała się na chwilę, żeby odpocząć, stawała nieruchomo, z oddali patrząc mi prosto w oczy, podnosząc uszy do góry niczym spragniony przytulenia szczeniak. Ja przyglądałam się jej, ona spoglądała prosto na mnie. Czułam jej bliskość. Czułam jej oddech i zapach mokrej sierści skąpanej w nocnej burzy. Widziała, że jestem zraniona i krwawię, że potrzebuję jej pomocy. Upadłam na kolana grząskiego wrzosowiska, nie mając już kompletnie sił utrzymać się na nogach. Ból ściskał moje ciało tak mocno, że nie byłam w stanie pójść dalej. Łzy spływały po moich polikach, ale...









