Puszysta kawa w Middleton
Długo
zastanawiałam się, jak ma powstać ten blog.
Pół roku myślałam nad nazwą, nad stylem, nad formą, nad treścią, a może i dłużej.
Wpadło dzisiaj bardzo spontanicznie, po prostu.
I właśnie dzisiaj, patrząc na moją kocią pociechę szarpiącą pazurkami mój nowy obrus, pijąc kawę z puszystą pianką, pomyślałam ''...okej, do odważnych świat należy, albo teraz, albo nigdy...''.
Wyjazdu do Anglii nie miałam w planach, nie myślałam nad tym długo.
Któregoś dnia, Ja i mój dzisiaj już Narzeczony, postanowiliśmy spakować walizki i wyjechać.
Męczyła Nas ta szara monotonia dnia codziennego. Oboje potrzebowaliśmy zmiany. Dużej zmiany.
Jakoś tak czuliśmy, że w miejscu, w którym się znaleźliśmy, nie jesteśmy szczęśliwi i nie czujemy się spełnieni, że wszystko dookoła nas jakoś tak nie cieszy, a więcej przytłacza. On prowadził swoją firmę, ja męczyłam się w kolejnej korporacji. Nie byliśmy związkiem o długim stażu i nie wiedzieliśmy jaka przyszłość nas czeka.
Plan ułożyliśmy z dnia na dzień. Kierunek-Manchester.
Dlaczego wybraliśmy Wielką Brytanię ?
Odpowiedź jest bardzo prosta.
Pierwszym powodem było to, że kiedyś już tutaj byłam, wyjechałam na chwilę po studiach, żeby się trochę odbić finansowo.
Anglia mnie nie urzekła i odliczałam dni, żeby wrócić do Polski. Tak minął rok.
A jednak już trochę to wszystko znałam, wiedziałam, jakie są możliwości zarobkowe, jak załatwić formalności, jak wynająć mieszkanie. Naszym atutem był język. Znaliśmy angielski dość dobrze, dlatego nie baliśmy się, że może to stanowić dla nas jakąkolwiek barierę, to był drugi powód.
Trzecim powodem była odległość, niby daleko, a jednak świetne połączenia, które nie byłyby problemem dla bliskich, żeby nas odwiedzać. Kolejnym powodem były wspomniane wcześniej zarobki. W funtach zarabia się dobrze, inaczej, nawet jeżeli zarabia się najniższą krajową to i tak stać Cię na wiele, a jeszcze można coś odłożyć.
Absolutnie nie zgodzę się z tym, że w Anglii nie można już się dorobić, tego typu wiele opinii krąży w internecie. Wiadomo, że świat się zmienia i kiedyś funt był mocniejszą walutą, ale to nie oznacza braku możliwości.
Mieliśmy dwa koty i psa, dlatego też nie mogliśmy pozwolić sobie na to, żeby po prostu wsiąść do samolotu i nie wrócić. Postanowiliśmy trochę się rozejrzeć. Z dnia na dzień zrezygnowałam z pracy i zajęłam się poszukiwaniami. Rozesłałam wici do znajomych, z informacją o tym, że postanowiłam wrócić do UK.
Nie ukrywam, bardzo mi to pomogło, ponieważ koleżanka z dawnych lat, z którą pracowałam w polskiej kawiarni, poleciła mnie znajomemu, który poszukiwał pracowników do swojej piekarni.
Kupiliśmy bilety i polecieliśmy najpierw znaleźć pracę i wynająć mieszkanie, daliśmy sobie na to parę dni, zwierzaki zostawiliśmy u swoich Rodzin.
Pierwsza noc w Anglii była niczym koszmar. Pokój w hotelu, który wynajęliśmy, był prowadzony przez Pakistańczyków. Wszędzie było bardzo brudno, a drzwi nawet się nie zamykały. Pogoda jak to na Wyspach, szaro, ponuro, zimno i deszczowo, od taki Wrzesień 2018.
Pomyślałam, Boże, po co nam to wszystko było. Nie lepiej było się cieszyć tym, co mamy i siedzieć w Polsce w ciepłym kącie ?
No właśnie, po co ?
W życiu nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy. Kiedy chcesz coś zmienić na lepsze, musisz opuścić miejsce swojego komfortu i działać. Bez tego nic samo się za Ciebie nie zrobi, więc jeśli nie jesteś do końca szczęśliwy/szczęśliwa, nie ma innej rady, trzeba podnieść się z kanapy sprzed telewizora i zacząć robić. Może jest to dla wielu banał lub może wygląda to na takie oczywiste, ale uwierzcie mi, to w ogóle nie jest łatwe, wymaga dużego zaangażowania, determinacji, poświęcenia i pracy.
Przede wszystkim ciągłej pracy nad samym sobą.
Dla wielu osób z naszego otoczenia decyzja o wyjeździe była szokiem. Zwłaszcza dla naszych najbliższych. Jak to z ludźmi w życiu bywa, zaczęły się doszukiwania drugiego dna. Ludzie plotkują i plotkować będą, jednak nijak miało się to do rzeczywistości. Po dłuższym czasie pobytu tutaj usłyszałam, że wyjazd spowodowany był rzekomą ciążą, albo długami. Cieszy mnie kreatywność ludzka, ale głupota jak widać granic nie zna. Dla prostego człowieka chęć zmian nie jest czymś normalnym, więc musi być spowodowana jakąś wielką, nieodgadnioną tajemnicą.
Nie można tak po prostu chcieć coś zmienić i zacząć to robić. Tak więc utrata pewnych kręgów znajomych jest jakby wpisana w wyjazd za granicę. Ja uważam, że jest to wspaniała okazja do modyfikowania nie tylko swojego życia osobistego, ale i towarzyskiego. Nic lepiej nie weryfikuje znajomości jak tego typu okazje. Nie wiem, czy jest to taka nasza cecha narodowa, czy jest to po prostu zwyczajna ludzka zawiść. Zostawmy to na chwilę.
Wróćmy do naszego przyjazdu.
Drugiego dnia rano postanowiliśmy pojechać na kawę i śniadanie.
Rozmowę w piekarni miałam o koło południa. Miałam przeczucie, że to się po prostu uda.
I tak się też stało. Właścicielem okazał się bardzo miły człowiek. Nie tylko dobrze się z nim rozmawiało, ale też od razu zaproponował pracę nie tylko mi, ale też mojemu Narzeczonemu.
Mieliśmy zacząć dwa tygodnie później.
Pierwszy sukces został osiągnięty, oboje znaleźliśmy miejsce, żeby się na początek naszego życia tutaj gdzieś''zaczepić''. No dobrze, to teraz trzeba zająć się rzeczą trudniejszą, trzeba poszukać nam jakiegoś mieszkania, pomyślałam.
W Polsce z wynajmem mieszkania nie ma właściwie żadnych problemów. Masz pieniądze, idziesz, płacisz za pierwszy miesiąc plus kaucję i się wprowadzasz. W Anglii jednak nie są to takie sprawy oczywiste. Znajdujesz agencję mieszkaniową, to nie jest problem, bo na prawie każdej ulicy jest ich dość sporo. Pierwszą rzeczą, jaką musisz zrobić to zapłacić około 100 funtów za tak zwane ''sprawdzenie''. I tutaj składa się na to parę czynników. Agencje muszą sprawdzić, czy jesteś odpowiednią osobą, czy nie masz kryminalnej przeszłości, czy wynajmowałeś już tutaj mieszkanie wcześniej, jeśli tak to pobierają od poprzednich agencji rekomendację dotyczącą tego, czy płaciłeś terminowo, czy nie było z Tobą jako osobą wynajmującą żadnych problemów. Dodatkowo musisz udowodnić, że jesteś wypłacalny. Nie tylko czy stać Cię na zapłatę pierwszego czynszu, ale czy aktualnie jesteś zatrudniony i czy będziesz w stanie opłacać mieszkanie przez następne miesiące trwania umowy, którą podpisuje się na przynajmniej pół roku. W Naszym przypadku było tak, że dzięki temu, iż mieszkałam już tutaj wcześniej, poprzednia agencja mogła zaświadczyć o tym, że było wszystko, jak należy. Trzeba też dodać bardzo istotną rzecz. Nie masz konta bankowego, nie wynajmiesz mieszkania. Ja takie konto posiadałam już wcześniej od paru lat. A założenie konta to też nie jest rzecz, którą da się załatwić od ręki, ponieważ, żeby to zrobić, musisz mieć miejsce stałego zamieszkania i udowodnić to poprzez na przykład rachunek za wodę. Masz rachunek za wodę, masz już wszystko. Dodatkowo dostaliśmy pisemne listy od naszego przyszłego pracodawcy, o tym, że rozpoczynamy u niego pracę. Jedynym problemem tak naprawdę stanowiły nasze zwierzęta.
Nie jest łatwo znaleźć dom, mieszkanie, które chętnie ludzie podnajmą z całym ''inwentarzem''.
Musiałam nawet przesłać zdjęcia psa, zaświadczając tym, że jest nieduży i że jest grzeczny, choć i tak z tego, co pamiętam, musieliśmy poświadczyć, że wszelkie zniszczenia, które miałyby nastąpić w przyszłości, spowodowane zwierzętami oczywiście naprawimy i pokryjemy wszelkie ewentualne koszty z tym związane. Dwa dni później dostaliśmy telefon od naszego agenta.
Landlord-najemca zgodził się wynająć nam swój dom w zabudowie szeregowej. Przyznam szczerze, że oczekiwanie na informację było dla mnie bardzo stresujące. Udało się, przeszliśmy sprawdzenie. Niestety czasem bywa tak, że ludziom się to nie udaje i tracą wpłacone 100 funtów, są to koszty bezzwrotne. Mogliśmy wprowadzić się od zaraz. Pojechaliśmy do naszej agencji zapłacić za pierwszy miesiąc oraz kaucję i oczywiście podpisać umowę. Tego samego dnia dostaliśmy klucze i się wprowadziliśmy. W domu nie było nic oprócz stołu i krzeseł. Dlatego pierwsze co zrobiliśmy, pojechaliśmy kupić materac, kołdrę i poduszki. Kupiliśmy też szampana, żeby oblać nasz mały, wspólny sukces. Tak spędziliśmy pierwszą noc w naszym nowym domu.
Mieliśmy już pracę i lokum. Pozostało jedynie wrócić do Polski, zabrać rzeczy, zwierzaki i pożegnać się z najbliższymi. No dobrze, ale jeszcze jedna kwestia, jak to wszystko teraz przewieźć.
Mieliśmy troszkę grosza odłożonego, dlatego też następnego dnia zaczęliśmy poszukiwania samochodu. Trwało to kolejne dwa dni, ale się udało. Kupiliśmy auto, ubezpieczenie, opłaciliśmy podatek drogowy. Wykupiliśmy miejsce na prom z Dover (Anglia) do Calais (Francja). Wyruszyliśmy w drogę. Zanim dojechaliśmy do Polski podróż trwała ok. 22 godziny. Po dwóch tygodniach wróciliśmy do Manchesteru. Tym razem z całym naszym ''dobytkiem'' i naszymi pociechami. Przed tym musieliśmy załatwić wszelkie formalności związane z wywozem zwierząt za granicę, ale o tym napiszę w osobnym poście.
I tak zaczęła się nasza przygoda z Wielką Brytanią i trwa do dziś od 1,5 roku.
Nie jest to stosunkowo długo w porównaniu do innych osób, które żyją na emigracji od lat, ale dla nas to i tak kupa intensywnego czasu, przeżyć, różnych historii -wesołych, przykrych, jak to w życiu bywa na zmianę-raz lepiej, raz gorzej. Patrząc w przeszłość, na to, co mieliśmy, a na to, co mamy teraz, przede wszystkim siebie, gdzie poznaliśmy się od wszelkich stron od najgorszych po najlepsze, nie żałuję dzisiaj tej decyzji i uważam, że była ona najlepsza, jaką wspólnie podjęliśmy.
Dzięki temu, co zbudowaliśmy do tej pory, mogę powiedzieć z czystym sumieniem, jestem szczęśliwa i zyskałam nie tylko drugie życie, ale wspaniałego życiowego kompana, najwierniejszego przyjaciela i zarazem najukochańszego Narzeczonego, o jakim nawet nigdy nie marzyłam.
Ludzie poznają się najlepiej w momentach, kiedy mogą liczyć tylko na siebie, prawdą jest, że najlepszych przyjaciół zyskuje się w biedzie. Ja zyskałam jedynego, najprawdziwszego, na całe życie. Czy tęsknie za Polską ? O tym także w kolejnych postach.
Chciałabym dzielić się z Wami wszystkim tym, co nas tutaj spotkało, dobrymi i trudnymi chwilami, pozytywną energią, która nie wygasła, a może jesteś osobą, której przyda się to, co piszę, może rozjaśni Ci trochę w głowie, może pomoże podjąć trudne decyzje. Zapraszam wszystkich do czytania moich wpisów.
Będzie śmiesznie, wesoło, energicznie, kreatywnie, ale będzie też sentymentalnie.
Postaram się wprowadzić Was w świat, który może już znacie, a może wszystkiego o nim nie wiecie, być może borykacie się z podobnymi przeżyciami, chwilami, doświadczeniami.
Może to wszystko jeszcze na Was czeka, a być może pozwoli na zmianę pewnych koncepcji.
Przyjeżdżając tutaj, szukałam podobnych blogów, ludzi, szukałam dobrych rad i pozytywnych myśli. Jest bardzo dużo fajnych, ciekawych osób, które piszą o życiu na emigracji. Jednak buszując w Internecie i szukając czegoś dla siebie, jakoś tak cały czas miałam poczucie jakiegoś braku. Zasadniczo szukałam wsparcia, którego potrzebowałam w trudnych chwilach zwątpienia, bo nie ukrywam takie również były, żeby przeczytać coś w stylu, kolokwialnie pisząc ''ej stara, nie pękaj, nie jesteś w tym sama '', albo coś w stylu ''dasz radę, damy radę wspólnie, jest nas więcej i borykamy się z podobnymi problemami''. Życie za granicą nie jest proste ani usłane różami, ale z drugiej strony nigdzie nie jest lekko i nikt nie powiedział, że tak będzie.
Zachęcam Was bardzo serdecznie do odwiedzania mnie tak często, jak tylko możecie, może macie jakieś swoje fajne pomysły, lub przeżycia, z którymi chcielibyście się ze mną podzielić.
Blog powstał przede wszystkim dla Was. Dla osób, które potrzebują pewnego rodzaju wsparcia, ale też dla wszystkich innych czytelników, którzy są zainteresowani tematyką dnia codziennego na emigracji. Stworzyłam go także dla najbliższych, żeby w jednym miejscu kumulować wszystkie opowieści i żebyście byli zawsze ze wszystkim na bieżąco, czasami nie da się wszystkiego odzwierciedlić poprzez rozmowę telefoniczną czy SMS-em, pomimo codziennego kontaktu: ).
Dzisiaj życzę Wam ciepłej kawy z pianką ''do nieba'', taką kocham najbardziej-fluffy coffee, za oknem szaro i deszczowo, jak to w Anglii, dlatego też najmniejszymi detalami starajmy się ocieplać tę ponurą atmosferę i nie dać się zimowej chandrze !!
Miłego dnia,
Wasza Agnieszka
Pół roku myślałam nad nazwą, nad stylem, nad formą, nad treścią, a może i dłużej.
Wpadło dzisiaj bardzo spontanicznie, po prostu.
I właśnie dzisiaj, patrząc na moją kocią pociechę szarpiącą pazurkami mój nowy obrus, pijąc kawę z puszystą pianką, pomyślałam ''...okej, do odważnych świat należy, albo teraz, albo nigdy...''.
Wyjazdu do Anglii nie miałam w planach, nie myślałam nad tym długo.
Któregoś dnia, Ja i mój dzisiaj już Narzeczony, postanowiliśmy spakować walizki i wyjechać.
Męczyła Nas ta szara monotonia dnia codziennego. Oboje potrzebowaliśmy zmiany. Dużej zmiany.
Jakoś tak czuliśmy, że w miejscu, w którym się znaleźliśmy, nie jesteśmy szczęśliwi i nie czujemy się spełnieni, że wszystko dookoła nas jakoś tak nie cieszy, a więcej przytłacza. On prowadził swoją firmę, ja męczyłam się w kolejnej korporacji. Nie byliśmy związkiem o długim stażu i nie wiedzieliśmy jaka przyszłość nas czeka.
Plan ułożyliśmy z dnia na dzień. Kierunek-Manchester.
Dlaczego wybraliśmy Wielką Brytanię ?
Odpowiedź jest bardzo prosta.
Pierwszym powodem było to, że kiedyś już tutaj byłam, wyjechałam na chwilę po studiach, żeby się trochę odbić finansowo.
Anglia mnie nie urzekła i odliczałam dni, żeby wrócić do Polski. Tak minął rok.
A jednak już trochę to wszystko znałam, wiedziałam, jakie są możliwości zarobkowe, jak załatwić formalności, jak wynająć mieszkanie. Naszym atutem był język. Znaliśmy angielski dość dobrze, dlatego nie baliśmy się, że może to stanowić dla nas jakąkolwiek barierę, to był drugi powód.
Trzecim powodem była odległość, niby daleko, a jednak świetne połączenia, które nie byłyby problemem dla bliskich, żeby nas odwiedzać. Kolejnym powodem były wspomniane wcześniej zarobki. W funtach zarabia się dobrze, inaczej, nawet jeżeli zarabia się najniższą krajową to i tak stać Cię na wiele, a jeszcze można coś odłożyć.
Absolutnie nie zgodzę się z tym, że w Anglii nie można już się dorobić, tego typu wiele opinii krąży w internecie. Wiadomo, że świat się zmienia i kiedyś funt był mocniejszą walutą, ale to nie oznacza braku możliwości.
Mieliśmy dwa koty i psa, dlatego też nie mogliśmy pozwolić sobie na to, żeby po prostu wsiąść do samolotu i nie wrócić. Postanowiliśmy trochę się rozejrzeć. Z dnia na dzień zrezygnowałam z pracy i zajęłam się poszukiwaniami. Rozesłałam wici do znajomych, z informacją o tym, że postanowiłam wrócić do UK.
Nie ukrywam, bardzo mi to pomogło, ponieważ koleżanka z dawnych lat, z którą pracowałam w polskiej kawiarni, poleciła mnie znajomemu, który poszukiwał pracowników do swojej piekarni.
Kupiliśmy bilety i polecieliśmy najpierw znaleźć pracę i wynająć mieszkanie, daliśmy sobie na to parę dni, zwierzaki zostawiliśmy u swoich Rodzin.
Pierwsza noc w Anglii była niczym koszmar. Pokój w hotelu, który wynajęliśmy, był prowadzony przez Pakistańczyków. Wszędzie było bardzo brudno, a drzwi nawet się nie zamykały. Pogoda jak to na Wyspach, szaro, ponuro, zimno i deszczowo, od taki Wrzesień 2018.
Pomyślałam, Boże, po co nam to wszystko było. Nie lepiej było się cieszyć tym, co mamy i siedzieć w Polsce w ciepłym kącie ?
No właśnie, po co ?
W życiu nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy. Kiedy chcesz coś zmienić na lepsze, musisz opuścić miejsce swojego komfortu i działać. Bez tego nic samo się za Ciebie nie zrobi, więc jeśli nie jesteś do końca szczęśliwy/szczęśliwa, nie ma innej rady, trzeba podnieść się z kanapy sprzed telewizora i zacząć robić. Może jest to dla wielu banał lub może wygląda to na takie oczywiste, ale uwierzcie mi, to w ogóle nie jest łatwe, wymaga dużego zaangażowania, determinacji, poświęcenia i pracy.
Przede wszystkim ciągłej pracy nad samym sobą.
Dla wielu osób z naszego otoczenia decyzja o wyjeździe była szokiem. Zwłaszcza dla naszych najbliższych. Jak to z ludźmi w życiu bywa, zaczęły się doszukiwania drugiego dna. Ludzie plotkują i plotkować będą, jednak nijak miało się to do rzeczywistości. Po dłuższym czasie pobytu tutaj usłyszałam, że wyjazd spowodowany był rzekomą ciążą, albo długami. Cieszy mnie kreatywność ludzka, ale głupota jak widać granic nie zna. Dla prostego człowieka chęć zmian nie jest czymś normalnym, więc musi być spowodowana jakąś wielką, nieodgadnioną tajemnicą.
Nie można tak po prostu chcieć coś zmienić i zacząć to robić. Tak więc utrata pewnych kręgów znajomych jest jakby wpisana w wyjazd za granicę. Ja uważam, że jest to wspaniała okazja do modyfikowania nie tylko swojego życia osobistego, ale i towarzyskiego. Nic lepiej nie weryfikuje znajomości jak tego typu okazje. Nie wiem, czy jest to taka nasza cecha narodowa, czy jest to po prostu zwyczajna ludzka zawiść. Zostawmy to na chwilę.
Wróćmy do naszego przyjazdu.
Drugiego dnia rano postanowiliśmy pojechać na kawę i śniadanie.
Rozmowę w piekarni miałam o koło południa. Miałam przeczucie, że to się po prostu uda.
I tak się też stało. Właścicielem okazał się bardzo miły człowiek. Nie tylko dobrze się z nim rozmawiało, ale też od razu zaproponował pracę nie tylko mi, ale też mojemu Narzeczonemu.
Mieliśmy zacząć dwa tygodnie później.
Pierwszy sukces został osiągnięty, oboje znaleźliśmy miejsce, żeby się na początek naszego życia tutaj gdzieś''zaczepić''. No dobrze, to teraz trzeba zająć się rzeczą trudniejszą, trzeba poszukać nam jakiegoś mieszkania, pomyślałam.
W Polsce z wynajmem mieszkania nie ma właściwie żadnych problemów. Masz pieniądze, idziesz, płacisz za pierwszy miesiąc plus kaucję i się wprowadzasz. W Anglii jednak nie są to takie sprawy oczywiste. Znajdujesz agencję mieszkaniową, to nie jest problem, bo na prawie każdej ulicy jest ich dość sporo. Pierwszą rzeczą, jaką musisz zrobić to zapłacić około 100 funtów za tak zwane ''sprawdzenie''. I tutaj składa się na to parę czynników. Agencje muszą sprawdzić, czy jesteś odpowiednią osobą, czy nie masz kryminalnej przeszłości, czy wynajmowałeś już tutaj mieszkanie wcześniej, jeśli tak to pobierają od poprzednich agencji rekomendację dotyczącą tego, czy płaciłeś terminowo, czy nie było z Tobą jako osobą wynajmującą żadnych problemów. Dodatkowo musisz udowodnić, że jesteś wypłacalny. Nie tylko czy stać Cię na zapłatę pierwszego czynszu, ale czy aktualnie jesteś zatrudniony i czy będziesz w stanie opłacać mieszkanie przez następne miesiące trwania umowy, którą podpisuje się na przynajmniej pół roku. W Naszym przypadku było tak, że dzięki temu, iż mieszkałam już tutaj wcześniej, poprzednia agencja mogła zaświadczyć o tym, że było wszystko, jak należy. Trzeba też dodać bardzo istotną rzecz. Nie masz konta bankowego, nie wynajmiesz mieszkania. Ja takie konto posiadałam już wcześniej od paru lat. A założenie konta to też nie jest rzecz, którą da się załatwić od ręki, ponieważ, żeby to zrobić, musisz mieć miejsce stałego zamieszkania i udowodnić to poprzez na przykład rachunek za wodę. Masz rachunek za wodę, masz już wszystko. Dodatkowo dostaliśmy pisemne listy od naszego przyszłego pracodawcy, o tym, że rozpoczynamy u niego pracę. Jedynym problemem tak naprawdę stanowiły nasze zwierzęta.
Nie jest łatwo znaleźć dom, mieszkanie, które chętnie ludzie podnajmą z całym ''inwentarzem''.
Musiałam nawet przesłać zdjęcia psa, zaświadczając tym, że jest nieduży i że jest grzeczny, choć i tak z tego, co pamiętam, musieliśmy poświadczyć, że wszelkie zniszczenia, które miałyby nastąpić w przyszłości, spowodowane zwierzętami oczywiście naprawimy i pokryjemy wszelkie ewentualne koszty z tym związane. Dwa dni później dostaliśmy telefon od naszego agenta.
Landlord-najemca zgodził się wynająć nam swój dom w zabudowie szeregowej. Przyznam szczerze, że oczekiwanie na informację było dla mnie bardzo stresujące. Udało się, przeszliśmy sprawdzenie. Niestety czasem bywa tak, że ludziom się to nie udaje i tracą wpłacone 100 funtów, są to koszty bezzwrotne. Mogliśmy wprowadzić się od zaraz. Pojechaliśmy do naszej agencji zapłacić za pierwszy miesiąc oraz kaucję i oczywiście podpisać umowę. Tego samego dnia dostaliśmy klucze i się wprowadziliśmy. W domu nie było nic oprócz stołu i krzeseł. Dlatego pierwsze co zrobiliśmy, pojechaliśmy kupić materac, kołdrę i poduszki. Kupiliśmy też szampana, żeby oblać nasz mały, wspólny sukces. Tak spędziliśmy pierwszą noc w naszym nowym domu.
Mieliśmy już pracę i lokum. Pozostało jedynie wrócić do Polski, zabrać rzeczy, zwierzaki i pożegnać się z najbliższymi. No dobrze, ale jeszcze jedna kwestia, jak to wszystko teraz przewieźć.
Mieliśmy troszkę grosza odłożonego, dlatego też następnego dnia zaczęliśmy poszukiwania samochodu. Trwało to kolejne dwa dni, ale się udało. Kupiliśmy auto, ubezpieczenie, opłaciliśmy podatek drogowy. Wykupiliśmy miejsce na prom z Dover (Anglia) do Calais (Francja). Wyruszyliśmy w drogę. Zanim dojechaliśmy do Polski podróż trwała ok. 22 godziny. Po dwóch tygodniach wróciliśmy do Manchesteru. Tym razem z całym naszym ''dobytkiem'' i naszymi pociechami. Przed tym musieliśmy załatwić wszelkie formalności związane z wywozem zwierząt za granicę, ale o tym napiszę w osobnym poście.
I tak zaczęła się nasza przygoda z Wielką Brytanią i trwa do dziś od 1,5 roku.
Nie jest to stosunkowo długo w porównaniu do innych osób, które żyją na emigracji od lat, ale dla nas to i tak kupa intensywnego czasu, przeżyć, różnych historii -wesołych, przykrych, jak to w życiu bywa na zmianę-raz lepiej, raz gorzej. Patrząc w przeszłość, na to, co mieliśmy, a na to, co mamy teraz, przede wszystkim siebie, gdzie poznaliśmy się od wszelkich stron od najgorszych po najlepsze, nie żałuję dzisiaj tej decyzji i uważam, że była ona najlepsza, jaką wspólnie podjęliśmy.
Dzięki temu, co zbudowaliśmy do tej pory, mogę powiedzieć z czystym sumieniem, jestem szczęśliwa i zyskałam nie tylko drugie życie, ale wspaniałego życiowego kompana, najwierniejszego przyjaciela i zarazem najukochańszego Narzeczonego, o jakim nawet nigdy nie marzyłam.
Ludzie poznają się najlepiej w momentach, kiedy mogą liczyć tylko na siebie, prawdą jest, że najlepszych przyjaciół zyskuje się w biedzie. Ja zyskałam jedynego, najprawdziwszego, na całe życie. Czy tęsknie za Polską ? O tym także w kolejnych postach.
Chciałabym dzielić się z Wami wszystkim tym, co nas tutaj spotkało, dobrymi i trudnymi chwilami, pozytywną energią, która nie wygasła, a może jesteś osobą, której przyda się to, co piszę, może rozjaśni Ci trochę w głowie, może pomoże podjąć trudne decyzje. Zapraszam wszystkich do czytania moich wpisów.
Będzie śmiesznie, wesoło, energicznie, kreatywnie, ale będzie też sentymentalnie.
Postaram się wprowadzić Was w świat, który może już znacie, a może wszystkiego o nim nie wiecie, być może borykacie się z podobnymi przeżyciami, chwilami, doświadczeniami.
Może to wszystko jeszcze na Was czeka, a być może pozwoli na zmianę pewnych koncepcji.
Przyjeżdżając tutaj, szukałam podobnych blogów, ludzi, szukałam dobrych rad i pozytywnych myśli. Jest bardzo dużo fajnych, ciekawych osób, które piszą o życiu na emigracji. Jednak buszując w Internecie i szukając czegoś dla siebie, jakoś tak cały czas miałam poczucie jakiegoś braku. Zasadniczo szukałam wsparcia, którego potrzebowałam w trudnych chwilach zwątpienia, bo nie ukrywam takie również były, żeby przeczytać coś w stylu, kolokwialnie pisząc ''ej stara, nie pękaj, nie jesteś w tym sama '', albo coś w stylu ''dasz radę, damy radę wspólnie, jest nas więcej i borykamy się z podobnymi problemami''. Życie za granicą nie jest proste ani usłane różami, ale z drugiej strony nigdzie nie jest lekko i nikt nie powiedział, że tak będzie.
Zachęcam Was bardzo serdecznie do odwiedzania mnie tak często, jak tylko możecie, może macie jakieś swoje fajne pomysły, lub przeżycia, z którymi chcielibyście się ze mną podzielić.
Blog powstał przede wszystkim dla Was. Dla osób, które potrzebują pewnego rodzaju wsparcia, ale też dla wszystkich innych czytelników, którzy są zainteresowani tematyką dnia codziennego na emigracji. Stworzyłam go także dla najbliższych, żeby w jednym miejscu kumulować wszystkie opowieści i żebyście byli zawsze ze wszystkim na bieżąco, czasami nie da się wszystkiego odzwierciedlić poprzez rozmowę telefoniczną czy SMS-em, pomimo codziennego kontaktu: ).
Dzisiaj życzę Wam ciepłej kawy z pianką ''do nieba'', taką kocham najbardziej-fluffy coffee, za oknem szaro i deszczowo, jak to w Anglii, dlatego też najmniejszymi detalami starajmy się ocieplać tę ponurą atmosferę i nie dać się zimowej chandrze !!
Miłego dnia,
Wasza Agnieszka



Komentarze
Prześlij komentarz