English breakfast ?

Bardzo lubię jeść. I to jest fakt. Zresztą, kto nie lubi niech pierwszy rzuci kamień :)
Co fajnego i smacznego możemy zjeść w Anglii ?
Otóż dla koneserów dobrego jedzenia może być to dość problematyczna kwestia.
Na pewno są osoby, które się ze mną nie zgodzą, jednak prawdę powiedziawszy, gdybym chciała polecić wam jakiś szczególnie smaczny, angielski posiłek, nie jest to zbyt proste.
To taka pierwsza rzecz, na której się tutaj zawiodłam.
Wiecie, myślałam, że Wielka Brytania jako kraj znajdujący się na wyspach, ma do zaoferowania wiele, ciekawych potraw, w tym ryby, owoce morza etc.
No i o dziwo, nie ma. Wchodzisz do tego sklepu, z myślą o zakupie jakichś fajnych produktów, może być, że zdrowych, ale przede wszystkim coś ''z morza'' i z czym się spotykasz ? No pustka.
Ceny bardzo wysokie. Za jeden malutki kawałek łososia płacę 7 funtów. No ugotuj z tego jakiś dobry, porządny obiad. No nie. No dobrze, ale jako kraj leżący na Wyspie może ma jakieś takie ciekawe niecodzienne produkty, o które na przykład ciężko w Polsce. Chodzę, szukam, nic.
Jakiś czas temu, na samym prawie początku naszej przygody tutaj, pracowałam w takiej firmie, która zajmowała się dystrybucją sportowych gadżetów na światową skalę. Wiecie, Formuła 1, piłka nożna, koszykówka, football amerykański, hokej itd.

Moja praca, polegała na składaniu odzieży sportowej, potem na drukowaniu na maszynach napisów i tzw. badgesów (firmowego loga, symboli etc.). Po miesiącu trafiłam do biura, w którym zajmowałam się zwrotami i reklamacjami klientów. Poznałam tam, taką sympatyczną, starszą angielkę June. Przed świętami Bożego Narodzenia, zapytałam się jej o typowe angielskie potrawy świąteczne. W zasadzie głównym posiłkiem okazał się indyk podawany z groszkiem i marchewką. Wiecie, coś jak na Święto Dziękczynienia w USA. Na deser różne ciasta i uwielbiane przez anglików różnego rodzaju puddingi. I to by było na tyle. Z June pracował jej najmłodszy syn, chłopak ok. lat 20. I tak przysłuchując się naszej rozmowie, zaczął się śmiać. Powiedział ''Mamo, no przecież my praktycznie jemy tego indyka z marchewką i groszkiem co niedziele''. June, nie co się oburzyła uwagą syna, ale miał rację. Angielskie posiłki są dość ubogie w jakieś wykwintne składniki. To dość prosta kuchnia, o ile w ogóle możemy stwierdzić, że Anglicy jako takową kuchnię posiadają.

Na pewno słyszeliście o słynnych Fish and Chips ?

Jeśli zapytasz kogoś na ulicy o najsłynniejszą angielską potrawę, będzie to właśnie ryba z frytkami, najczęściej podawana w papierze lub gazecie.
No tak, tylko że historia tego dania, nie ma nic wspólnego z Anglią.
Pierwsze Fish and Chips, na wyspy, sprowadzili portugalscy Żydzi, którzy uciekli stamtąd przed Świętą Inkwizycją, jeszcze w czasach Średniowiecza. Jak wszyscy wiedzą, Żydzi mają niezłą ''smykałkę'' do interesów.
I to właśnie oni otworzyli pierwszy, poza Portugalią, biznes sprzedawania ryb z frytkami. I jak widać, całkiem sprawnie im to poszło, jeśli po dzień dzisiejszy, wszyscy ten kraj kojarzą z tą potrawą, o ile można tak to nazwać.
English Breakfast. Jest jedna fajna rzecz, która mi się spodobała. Słynne, angielskie śniadanie.
Można by było rzec, królewskie, jak na monarchię przystało.
Kiełbaski, fasolka po bretońsku, jaja sadzone, black pudding (nic innego jak u nas kaszanka), yorkshire pudding (to takie fajne, pieczone ciasteczko), niektórzy jedzą do tego także purée ziemniaczane, no i oczywiście, duże, pieczone lub smażone pieczarki.
Tłusto.
Mnie to bardzo smakuje :)
English Wine.
Ja i mój Luby, bardzo lubimy pić wino. Po ciężkim tygodniu, w piątek, lubimy otworzyć jakąś buteleczkę dobrego winka, wyłożyć na deskę sery pleśniowe i różnego rodzaju tapas. I delektować się spożywaniem. To taki standardowy, miły początek weekendu.
A więc testujmy sobie różnego rodzaju winka. Francuskie, włoskie, hiszpańskie, niemieckie. No i czas przyszedł na angielskie. Przeżyłam szok. Jeszcze tak niedobrego wina, w całym swoim życiu nie piłam. Myślę, że skoro Anglia i Szkocja jest kojarzona przede wszystkim z whisky i ginem, to niech tak pozostanie. Oczywiście, nie wiem, może Królowa Elżbieta pije jakieś specjalne wina ze swoich winnic, ale na pewno to, co proponują z angielskiego asortymentu w sklepach, jest nie do wypicia. Wiecie, że angielska monarchini pije różnego rodzaju trunki, pomimo swojego wieku, a Gin należy do jej ulubionych, którym jak donosi The Independent, raczy się przed lunchem ?
Podczas posiłku pije wino, a zaraz po nim pozwala sobie na wypicie odrobinę wytrawnego Martini.
Wieczory, w królewskich włościach to odpowiednia pora na kieliszek szampana.
Winka, dla zwyczajnych śmiertelników polecam kupować jednak z tych bardziej znanych, światowych winnic. Moje ulubione, jakie kupujemy tutaj to wytrawne, czerwone, Montepulciano D'Abruzzo (włoskie), hiszpańskie Tempranillo i francuskie Carcassonne.
Nie jestem jakimś super znawcą, ale podaje tylko to, co naprawdę ma ciekawy, interesujący smak dla zwykłych śmiertelników, zwłaszcza kiedy się je pije w towarzystwie serów pleśniowych. No smak przepyszny. Nie jestem tutaj winiarskim krytykiem, więc nie znam się na terminologii i opisywaniu dokładnym win, ale to jest to, co szczerze mogę zaproponować tak personalnie, z mojej strony.

Gin. Jak to się stało, że nie miałam pojęcia o tym, iż Anglicy kochają ten trunek. Jakoś tak wcześniej nie miałam za bardzo z tym styczności. Pracując aktualnie w biurze, czasami w piątki, kiedy jest już, wiecie, taki luźniejszy dzień, i każdy myśli tylko o tym, żeby wyłączyć komputer i zatrzasnąć drzwi od biura, dziewczyny często rozmawiają o tym, jak, spędzą swój najbliższy, piątkowy wieczór. No i słucham sobie konwersacji, czym uraczą się na weekendowych imprezach. 90% z nich odpowiada, że ginem. Piwo to nie jest coś, co jest jakieś takie super dla angielskich kobiet.

Wódka. Kiedyś, rozmawiałam o tym z naszym, firmowym menadżerem działu zakupów.
Powiedział mi, że wódka kojarzy mu się jedynie z polakami i zerwanym filmem, bo trzeba ją pić szybko, i że dla typowego angielskiego faceta to tylko piwo i whisky, bo można się tym długo delektować. I ja sama, mam takie wyobrażenie o anglikach. Jakiś przyjazny pub, w tle, na telewizorach właśnie leci jakaś transmisja z meczu. Chipsy i piwko lub szklaneczka whisky.

Angielskie Puby. Tutaj, chciałam wrzucić swoje trzy grosze o angielskich pubach. Taki rodzinny, swojski klimat. 
I w zasadzie znajdują się na każdej ulicy. Gdziekolwiek nie zamieszkacie, tam w promieniu kilkuset metrów na pewno znajduje się jakiś fajny pub. Większości z was, może się kojarzyć to z jakąś taką lokalną burdą, wiecie, jak jest mecz i piwo, to na pewno są kibolskie bijatyki. Otóż może i są w Anglii takie miejsca, ale ja się z czymś takim nie spotkałam.
Rok temu, podczas Halloween, postanowiliśmy pójść do takiego miejsca. Okazało się, że jest impreza z DJ-em. Ale nikt nie tańczył. A więc postanowiliśmy trochę zaszaleć i pokazać im jak się bawią Polacy, oczywiście w kulturalny sposób. Tak rozkręciliśmy imprezę, że nagle wszyscy zaczęli tańczyć , z nami w roli głównej. Zrobiliśmy taką furorę, że odtąd wszyscy nas już znali. Jeden Pan, postawił nam parę kieliszków przy barze, w podziękowaniu za nasz słynny, polski Dywizjon 303. Chcesz poznać lokalnych ludzi ? Idź do pubu.

No dobrze, to co my właściwie tutaj jemy. Większość posiłków gotujemy sobie sami. Gotuję ja, ponieważ odkrywam w tym swoją pasję i lubię kiedy wszystkim smakuje. 

Sklepy. Produkty kupujemy na Middleton, najczęściej w Tesco, Sainsbury lub Aldim. Takie codzienne zakupy najlepiej robić w Aldim, ze względu na to, że jest po prostu najtańszy. Tesco ma o tyle fajny asortyment, że można odnaleźć w nim także ''polski segment''z naszymi, rodowitymi produktami. Nie wiem dlaczego, ale Anglicy w ogóle nie jedzą takich rzeczy jak na przykład kasza. Więc jeśli chcemy ją kupić to tylko Tesco lub w polskim sklepie.
Na szczęście takich tutaj nie brakuje i są praktycznie w każdej angielskiej dzielnicy. Mamy takie delikatesy, w których najczęściej robimy zakupy na święta. Pyszna, polska kiełbasa wiejska, produkty z gór, wędliny, chleby, ciasta. Naprawdę, zawsze można kupić wszystko, co byście kupili w normalnym sklepie w kraju.

Restauracje. Ostatnimi czasy bardzo brakuje mi typowo polskich obiadów. Wiecie, no nie mamy zbyt łatwej, szybkiej kuchni i po całodziennym dniu w pracy, kiedy po powrocie do domu musisz się jeszcze zająć zwierzętami i innymi rzeczami, nie zawsze jest czas na przygotowanie np., gołąbków czy pierogów. Postanowiłam odnaleźć Polską restauracje. No i znalazłam. I to gdzie. Na najbardziej luksusowej ulicy Manchesteru, w samym centrum miasta. Jeszcze tam nie byliśmy, ale opinie ma bardzo dobre, oj ceny też są dość, powiedziałabym wymagające dla naszego portfela, ale czego nie robi się dla pierogów. Jak się również okazało, w jednym z polskich sklepów, dość nie daleko nas również podają domowe obiady. Wszystko, o czym zamarzymy. Pierogi, kluski śląskie, schabowe, placki ziemniaczane etc. i domowy kompocik: ) Napisałabym pycha, ale jeszcze musimy to przetestować. Na pewno nie omieszkamy, w najbliższym czasie.
Nie jesteśmy osobami, które lubią zbyt często wychodzić z domu, choć mamy na to tak naprawdę czas jedynie w weekendy, ale wiecie jak to jest. Przychodzi ten weekend, człowiek chce dłużej pospać, poleżeć przed telewizorem, coś poczytać itd. ostatnio jednak udało nam się, ze względu na obchodzone przez nas tydzień po tygodniu urodziny. A co, zaszaleliśmy sobie i znaleźliśmy bardzo fajną, brazylijską restaurację. O
gromnie polecam, ze względu na przepyszną kuchnię. Płacisz raz, jesz ile chcesz. Do stolika podchodzą do Ciebie kelnerzy z różnymi rodzajami mięsiwa. A to grillowane, a to pieczone, a to gotowane, wołowe, drobiowe, wieprzowe , jagnięce etc. i wielki bar sałatkowy, w którym odnajdziesz wszystko. Od sushi (brazylijska knajpa słuchajcie) po jakieś dziwne przysmaki, które pierwszy raz w życiu jadłam podane w ten sposób. Pycha, na prawdę. I do tego pyszne winko. Obsługa fantastyczna, lokal bardzo przyjemny. 
Czuliśmy się, że tak to określę, odpowiednio zaopiekowani. Oceniam jak najbardziej pozytywnie.
Jedzenie na wynos. Często, w wolne dni korzystamy z takich usług poprzez aplikację Uber Eats. Zamawiasz, płacisz i jeszcze obserwujesz co się dzieje z twoim jedzeniem i kto Ci je dostarczy pod sam nos. Wygodne ? No bardzo. Jednak jakość ma bardzo wiele do życzenia. Słuchajcie na prawdę rzadko udaje się zamówić coś dobrego. O zdrowym jedzeniu możecie sobie tylko pomarzyć, najczęściej jest to McDonald, KFC, pizza (straszna, nie dobra, lokalnie na dowóz nie ma niczego naprawdę dobrego z włoskiej kuchni), chińszczyzna-ohyda, łatwo się zatruć. I teraz taka ciekawostka. Na pewno każdy z nas ma też inny gust, inne smaki, inne potrzeby. Jednak dla nas fast foody w Anglii smakują zupełnie inaczej niż w Polsce. Wiecie, że jak byliśmy na urlopie we Wrocławiu, prawie od razu poszliśmy do Pizzy Hut i McDonalda ? Nie wiem, jakoś tak tutaj nam zupełnie one nie smakują. I tak człowiek zamawia, taka dola weekendowych leniuszków.

Co jest pozytywne, dla mnie, dla nas. Ostatnimi czasy, postanowiliśmy zrezygnować z mięsa. 
Nie tak całkowicie, my kochamy hamburgery :) 
Na tą chwilę, nie jemy mięsa w tygodniu. Pozostawiliśmy sobie tą przyjemność tylko na weekendy. 
Ale o tym, może już w kolejnym poście, może nawet podrzuce wam kilka fajnych, autorskich przepisów na naprawdę pyszne i syte dania wege. Zdrowe, a jeszcze dodatkowo nie przykładamy ręki do cierpenia zwierzaków i czujemy się po prostu o niebo lepiej. 
Tak czy inaczej, jeść trzeba. 
Jak to powiedział Jegomość Zagłoba w Panu Wołodyjowskim ''Kiedy w brzuchu pusto, w głowie groch z kapustą ''. 

Więcej opowiem wam już wkrótce, 

Fluffy Coffe Lover. 

Komentarze

Popularne posty