Jest już późno, piszę.
Krótka kartka z nocnymi notatkami. Chyba jestem staromodna. Zapisuję wszystkie swoje przemyślenia, rozsypane myśli czy słowa w notatniku. Ostatnio zapisuję nawet swoje sny. Intrygują mnie, są to po prostu jakieś nieprawdopodobne historie, wręcz tasiemce, które ostatnimi czasy zaczęły się powtarzać. Z ostatniej nocy zapisałam ucieczkę. Biegłam przed siebie ile sił w nogach, z psem u boku, a na końcu ktoś mnie dopadł we własnym łóżku. Zalana potem, dreszcze, obudziłam się przerażona. Popatrzyłam na zegarek, druga w nocy. Wstałam, włączyłam latarkę, zeszłam na dół sprawdzić czy wszystko jest okej i czy nikogo tam nie ma. Kot obrażony, że poświeciłam mu przez przypadek po oczach, zbiegł z okna i do rana jej nie widziałam w swoim pokoju :) Nie wyobrażam sobie swojego życia bez zwierząt. Nie wiem jak kiedyś mogłam funkcjonować bez tych naszych dwóch domowych wariatów. Pies i kot, Bonnie i Blue. Cudowne dwie dziewczynki. W tym roku mijają trzy lata odkąd jest psiak. Dwa lata odkąd adoptowaliśmy kotka.
Ludzie się ze mnie śmieją, że zamiast dzieci w tym wieku, mam zwierzaki i codziennie się tym cieszę jak dzieciak, który dopiero zabrał je do domu i że się o nie troszczę jak koleżanki o potomstwo. Tak, być może jest to jakiś instynkt macierzyński, który się uruchomił wraz z wiekiem. Posiadanie dzieci to wspaniały dar i zazdroszczę wszystkim kobietom, które mają to szczęście. Może jeszcze przyjdzie czas i na mnie, czasem jednak jest tak, że nie z własnego wyboru, człowiek jest sam. Nie wiem co przyniesie jutro, pojutrze, a może przyszły rok. Nie wiem tego po prostu. Mam marzenia i chciałabym je zrealizować, ciąglę w nie wierzę. Skąd mam wiedzieć jednak jaki jest na mnie plan, czy będę zdrowa, czy będę żyła tyle czy tyle. Oczywiście nie ma też co tutaj popadać w skrajność, jednak kiedy siadam do stołu z przyjaciółmi, kiedy widzę jak są szczęśliwi, kiedy są razem ze swoimi rodzinami, myślę, że to najpiękniejsze i nie ukrywam, wtedy ściska mocno w klatce kiedy się wie, że się tego nie ma, czasem to boli pomimo tego, że staram się zawsze cieszyć najmniejszymi rzeczami. No, ale są sytuacje na tym świecie niezastąpione, po prostu, nie pomoże na to ani kieliszek wina, ani kino ani zakupy. Ostatnio przez Lockdown, a teraz pracę zdalną z domu, spędzam ze zwierzętami wiele swojego czasu. Nie narzekam, bo chwile z nimi są dla mnie jak odpoczynek i relaks. Dzięki Bonnie jestem codziennie w pełnej mobilizacji spacerowej. Dwa razy dziennie chodzimy daleko w pole, aż pod las. Gdyby nie ten fakt, siedziałabym większość dnia w domu przed komputerem. Patrząc na moje nogi w czasach wiosennej kwarantanny, a teraz, sama się dziwie przed lustrem, mówiąc : „No nieźle Koleżanko 😊” hahaha. No, ale to nie są jedyne plusy. Wieczorem, kiedy już wszyscy śpią, pies i kicia zawsze do mnie przychodzą, przytulamy się, głaskam je i mówię im codziennie, że je Kocham i wiem, że są bardzo wdzięczne, pomimo tego, że czasem rozrabiają, to normalne i zarazem słodkie. Jesteśmy takim zgranym zespołem. Zauważyłam też jedno, kiedy mam gorsze chwile i zdarzy mi się zapłakać, pies zawsze do mnie biegnie, wskakuje mi, aż na ramiona i caluje mnie po oczach, to już taki standard, wiem, że czuje kiedy jest mi źle i wiem, że zawsze chce być przy mnie. To taka odwzajemniona, maksymalna i bezwarunkowa miłość. No i gdyby nie one, nie raz nikt by na mnie w domu nie czekał. Uwielbiam to nasze kocisko, które zeskakuje ze schodów, ślizga się po kafelkach i wjeżdża prosto w otwartą reklamówkę. Albo pies, który na hasło, idziemy spać, bierze w pysk swoją ulubioną maskotkę kaczuszkę i biegnie prosto na górę do łóżka. Ale przyznam, że chyba wydoroślała, bo częściej jednak wybiera swoje łóżeczko, choć czasem wskakuje się poprzytulać, po prostu staje wtedy nade mną w środku nocy i czeka, aż podniosę kołdrę, żeby się mogła schować między nogami. Są to takie małe, ale naprawdę radosne chwile, o których bym mogła pisać w nieskończoność. Zwierzaki tęsknią. I to też widać. Wystarczy chwila kiedy znikam z pola widzenia, a już jest lament. No, a ich Pan mieszka bardzo daleko od Nas, i też za nim tęsknią. Kiedy mówię czy do niego idziemy, albo pytam się gdzie jest, Bonnie już jest gotowa do wyjścia z merdającym ogonem. Czują te pociechy wszystko, ale są to takie prawdziwe pociechy. Jest już późno, kot wskoczył do wielkanocnego koszyka, który zostawiłam w pokoju w trakcie porządków, bo po prostu się w nim zakochał i śpi w nim codziennie. Pies się do mnie przytula, śpiąc jak zawsze do góry nogami, pewnie jej się coś śni, bo wymachuje łapkami. No a ja, szykuję się do przeczytania kolejnej książki i mam nadzieję, że w spokoju prześpię całą noc. Jest coś takiego od wczorajszej nocy co nie daje spokoju, jakby coś trzymało Cię z całej siły za gardło i zupełnie nie wiesz dlaczego tak jest, więc chyba przyda się wieczór z przyjaciółmi i zupełny relaks. A na dzisiaj podstawa to dobry, długi sen.
P.S.
Zróbcie sobie taki mały, dziennik snów. Zobaczycie, ile ciekawych rzeczy możecie się o sobie samych dowiedzieć :) Myślę, że w snach, naprawdę coś jest. A jeśli nie, to na pewno nie jeden scenariusz można byłoby z tego napisać, w ostateczności po prostu pośmiejecie się z tego wspólnie ze swoimi partnerami.
Dobrej nocy Kochani,
Pięknych snów,
Wasza Fluffy Coffee.




Komentarze
Prześlij komentarz