Młodość, ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto Cię stracił ...

Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem już osobą najmłodszą. Beztroskie czasy skończyły się już dawno, czasy szaleństwa, imprez zakrapianych alkoholem przy przysłowiowym papierosku. Spojrzałam w lustro i pomyślałam, no niestety czas pozostawił na twarzy swoje oznaki. Stres, przemęczenie, zła dieta i wiele innych czynników. 32 lata to już jest taki wiek, gdzie krem nivea na dobranoc nie wystarczy jak kiedyś. Jak sami wiecie, moda na ostrzykiwanie stała się już chlebem powszednim. Z medycyny estetycznej korzystają już nie tylko starsze klientki, ale i nastolatki. Parę lat temu spotkałam się na obiad ze starą znajomą. I kiedy zajadałyśmy na lunch sałatki, już nie Mc Donalds jak kiedyś, spojrzała na mnie i powiedziała ''Boże, Tobie się ewidentnie przyda botoks, jak chcesz dam Ci numer do swojej kliniki''. I tak niesmak po ‘’sałatce’’pozostał w pamięci. Pewnie, może i by mi się przydał botoks, ale naprawdę, wydaje mi się, że zestarzeć się w naturalny sposób, nie będzie jakimś grzechem i być może jest szansa, że nie zostanę odebrana przez inne kobiety, a nawet mężczyzn jak kosmitka pochodząca z innej planety. Bo nie oszukujmy się, płeć przeciwna także korzysta aktualnie z takich zabiegów. Nie jest to dla mnie szokujące, nie jest też to dla mnie czymś złym, dopóki Ty sam czujesz się ze sobą dobrze i odpowiadają Ci tego typu „pomoce” w utrzymywaniu młodości, nie przeszkadza mi to. Każdy jest Panem własnego losu, ciała, swojego poczucia własnej wartości, więc jeśli komuś sprawia to przyjemność i dodaje pewności siebie, dlaczego nie. Wszystko jest dla ludzi, oczywiście nie przesadzając w drugą stronę, ale jest to jakby indywidualna sprawa. Każdy wyznacza dla siebie własne granice. Ja jednak pozostanę przy próbie ratowania swojej urody poprzez naturalne sposoby. 


Pewnego dnia poszłam do księgarni i przystanęłam na segmencie pt. Poradniki. Moją uwagę przykuła książka „Sekrety Koreańskiego Piękna” Kerry Thompson i Coco Park. Była też druga pozycja i chyba bardziej popularna „Sekrety Urody Koreanek”, ale wydała mi się nieco dziecinna, więc zakupiłam tą pierwszą. Pomyślałam, że książki to zawsze dobry, pierwszy krok do zainwestowania w siebie. W końcu skądś tą wiedzę musimy pozyskać jeżeli zdecydujemy się już na zmiany. Oczywiście jest cała masa artykułów w internecie na ten temat, vlogów znanych influencerek, czy choćby w kobiecych czasopismach. Osobiście uważam, że najpierw, dobrze jest zacząć od porządnej lektury. Kiedy wróciłam do Polski, postanowiłam inwestować w rodzime produkty. Mamy dosyć szeroki wachlarz asortymentu na drogeryjnych półkach. Któregoś dnia weszłam do nowego sklepu z kosmetykami, w pobliskiej galerii i oniemiałam. Większość produktów była koreańskich marek, z którymi jak dotąd nie miałam żadnej styczności. Nie znane mi nazwy, dziwne by się wydawało na pierwszy rzut oka składy, ale pięknie opakowane i kolorowe, bardzo zachęcające. W pierwszej chwili złapałam tylko dwie maseczki do twarzy, ponieważ musiałam szybko wracać do swoich obowiązków. Opowiem wam przez chwilę o nich. Pierwszą maseczkę, marki Missha, wybrałam z ekstraktu z drzewa herbacianego. Zanim ją przetestowałam, chciałam troszkę o niej poczytać. Dowiedziałam się kilku bardzo istotnych rzeczy. Produkty nie są testowane na zwierzętach i zawierają tylko naturalne składniki. Są w przystępnych cenach, moja maseczka kosztowała 10 zł, myślę, że jak na polskie standardy nie jest to wygórowana kwota. Marka Missha posiada nie tylko linie dla kobiet, ale także i dla mężczyzn. W książce, którą czytam jest napisane, że jest ona średniej kategorii w Koreii i sprzedawana jest głównie w ulicznych sklepikach. 


Taka ciekawostka wyczytana z Sekretów Koreńskiego Piękna, „Domy towarowe w Korei oferują doświadczenie luksusowych, eleganckich zakupów niczym w najwyższej klasy galeriach na świecie. Te wielopiętrowe, ekskluzywne sklepy w swoim asortymencie posiadają ubrania z najlepszych domów mody, a także kosmetyki prestiżowych rodzimych i zagranicznych marek. Koreańskie marki, które się tam sprzedaje, mają status luksusowych, a ich ceny są bardzo wysokie, np. Sulwhasoo, The History of Whoo i Su:m37°.’’

Wróćmy na tą chwilę do omawianej wcześniej marki Missha. Najbradziej cenionym i popularnym produktem tej linii jest BB cream o nazwie M Perfect Cover BB Cream SPF 42 PA +++. Podobno sprzedał się na świecie w ilości trzydziestu milionów sztuk, jak do tej pory. 20 ml to koszt ok. 30 zł, 50 ml. ok 80 zł.  Produkty możecie oczywiście zakupić bezpośrednio przez stronę internetową producenta, natomiast wydaje mi się, że w drogeriach traficie na atrakcyjne promocje. 

Pamiętajcie jednak o jednej bardzo ważnej rzeczy :

Dokonuj etycznych wyborów w tym, co kupujesz, robisz i oglądasz. W społeczeństwie zorientowanym na konsumenta, nasze indywidualne wybory, wykorzystywane wspólnie dla dobra zwierząt i przyrody, mogą zmienić świat szybciej niż prawo- Marc Bekoff.

Maseczka okazała się przyjemnym produktem, bawełniana, nasączona bardzo mocno ekstraktem. Nałożyłam na twarz na 20 minut. Minus jest taki, że musisz się w niej położyć, żeby wszystko z Ciebie po prostu nie spłynęło. Po 20 minutach ściągnęłam. Generalnie w instrukcji jest napisane, żeby pozostałość po prostu zostawić do czasu wchłonięcia, ja wykorzystałam na końcu do tego roller jadeitowy. Efekt, skóra została solidnie nawilżona i to czuć nawet po jednorazowym użyciu. Osobiście uważam, że naturalnie wykonane maseczki z domowych produktów, dają efekt o niebo lepszy, no i w stu procentach wiesz czego używasz, to nie takie trudne, choć wymaga czasu i odpowiedniego przygotowania. A jak wiadomo z czasem bywa różnie, wszyscy się gdzieś spieszymy, w związku z czym nie zawsze o tym pamiętamy, żeby znaleźć chwilę dla siebie. Odnośnie firmy Missha, na koniec chciałabym was w czymś uświadomić. W temat testowania na zwierzętach wgłębiłam się bardziej i odnalazłam jedną bardzo ważną informację. Marka oficjalnie nie testuje swoich produktów w liniach produkowanych w Korei, ale wydała specjalne oświadczenie, w którym jest jasna informacja o tym, że w liniach chińskich, produkowanych i sprzedawanych na tamten rynek, ze względu na przepisy, produkty mogą być testowane na zwierzętach. Więc sami rozumiecie, niby nie, ale jednak tak. Więc na koniec powiem tak, jest to oczywiście sprawa waszego sumienia, natomiast ja nie chcę kupować takich produktów i wspierać tego typu działań. Pomimo, że produkt, który kupiłam mógł nie być testowany na zwierzakach, pozostaje jednak wątpliwość. 

Maseczka nr. 2,  firma It’s Skin, z wyciągu z bambusa. Cena 12 zł. Maseczka również bawełniana, nasączona ekstraktem. Zasady i działanie identyczne jak poprzednia. Silnie nawilża. Podobno pobudza i stymuluje skórę do produkcji kolagenu, zapobiega utracie wilgoci skóry. Produkty tej marki cieszą się swoją popularnością w Korei Południowej od 10 lat. Firma należy do wielkiej korporacji AmorePacific, która oficjalnie przyznaje się do testowania produktów na zwierzętach. W 2018 roku w Korei wprowadzono oficjalny zakaz tego typu testów, ale prawda jest taka jak napisałam poprzednio, dużo firm omija prawo w ten sposób, że testują po prostu w krajach, gdzie jest to dozwolone, przede wszystkim w Chinach. 

Dla mnie jest to jedno wielkie oszustwo. Jestem szczerze mówiąc zawiedziona, że nie zaznajomiłam się z tematem przed zakupem nieznanych mi produktów, i to właśnie coś przed czym chciałabym was przestrzec. Najpierw czytamy, potem kupujemy ! Trzeba po prostu być świadomym konsumentem i wybierać produkty takie, które nie wpływają źle ani na środowisko, ani nie przyczyniają się do cierpienia zwierząt, bo to po prostu nie tylko nieetyczne, ale zwyczajne bestialstwo. Kiedy wyciekły informacje na temat pewnego laboratorium w Niemczech, gdzie w sposób po prostu okrutny traktowano zwierzęta, przyczyniając się do ich cierpienia i przedwczesnej śmierci, zapytałam koleżanki w pracy co na ten temat sądzi. Powiedziała mi, że nie rozumie mojego oburzenia i że dla niej to normalne, że się testuje na zwierzętach, zadała mi pytanie z wyrzutem ''Przepraszam, a na kim mamy testować, jak nie na zwierzętach, na ludziach ?''. Szok i nie dowierzanie, że ludzie w ten sposób podchodzą do takiego poważnego tematu. Jest to strasznie przykre, że brakuje w wielu z nas empatii i zrozumienia w stosunku do cierpienia innej, żywej istoty. Tym bardziej, że kobieta sama posiada dwa psy i cały czas opowiada o tym jak bardzo je kocha. No to pytanie, co by taka osoba zrobiła, gdyby jej ktoś zabrał zwierzaka i potraktował go w sposób równie okrutny. 

No cóż, całego świata nie zbawię, nie zmienię wszystkich postrzegań na ten temat, ale zdania swojego nie zmienię i zawsze warto uświadamiać drugą osobę i w takim duchu chciałabym wychować swoje dzieci w przyszłości. Świadomego decydowania o wyborze zakupowania produktów i przede wszystkim w duchu miłości, do każdej żywej istoty i przyrody w pojęciu ogólnym i uświadamiania wpływu działania człowieka na środowisko. Widzicie sami, popełniłam błąd, pod wpływem impulsu, braku czasu i ładnego opakowania. Typowy chwyt marketingowy. No dobrze, następnym razem będę się pilnowała. We wspomnianej wcześniej książce, autorki podają propozycje koreańskich produktów, które można wykorzystać do pielęgnacji, ale zostały także opisane rozmaite techniki dbania o siebie, metody używania kosmetyków i ciekawe sposoby pielęgnacyjne, różniące się znacznie od tych, które znamy na codzień. Pomyślałam, że można to wykorzystać oczywiście na zupełnie innych produktach i nie muszą być wcale koreańskie, a na przykład polskie. Więc po prostu wrócę do naszych rodzimych produktów, które uważam za równie skuteczne, a przynajmniej są dla mnie bardziej wiarygodne. 

Co do pielęgnacji skóry. Zauważyliście ostatnio, że wrzucam różne posty dotyczące wałka/rollera jadeitowego. I taki wałeczek polecam wam bardzo, bardzo, bardzo mocno. Jest to wałek zrobiony z kamienia naturalnego, z jadeitu, który już setki lat temu został okrzyknięty kamieniem młodości, władzy, długowieczności, płodności i równowagi, dając posiadaczowi życie bez stresu i gniewu. Mówi się, że odpręża i przywraca harmonię. Kojarzony przede wszystkim z Chinami, ponieważ od tysięcy lat wykorzystywano go tam, do zdobienia domów czy produkcji biżuterii. Niegdyś zarezerwowany był jedynie dla rodziny Cesarskiej, a był czas kiedy nawet opłacano nim podatki. Aktualnie największym na świecie dostawcą jadeitu jest Birma. 

Na co wpływa wałek jadeitowy i jak działa. 

- Delikatny ucisk pomaga pobudzić krążenie i rozluźnić mięśnie twarzy, 

- poprawia drenaż limfatyczny, 

- wzmacnia naturalny proces detoksykacji skóry, 

- odciągając toksyny daje efekt tonizujący i liftingujący, 

- naturalne odczucie chłodu pomaga ukoić skórę i załagodzić stany zapalne, 

- masaż twarzy jest też doskonałym sposobem przeciwstresowym,

- wygładza zmarszczki i zwęża pory, 

- poprawia mikrokrążenie, 

- zmniejsza wydzielanie sebum, 

- zwiększa dotlenienie skóry,

- codzienny rytuał pozwala na rozładowanie napięcia mięsni, 

-poprawia owal twarzy,

- sprawia, że skóra staje się bardziej elastyczna i sprężysta ( i tutaj mogę potwierdzić, że tak naprawdę jest, czuć to już po paru użyciach),

- stymuluje produkcję kolagenu. 


Dwie bardzo ważne zasady. Rolujemy od dolnej części twarzy, ku górze i na boki, w stronę węzłów chłonnych. Bardzo fajne filmiki dotyczące stosowania i pełną instrukcję znajdziecie na internecie. Zawsze używamy na oczyszczoną skórę. U mnie wygląda to tak, najpierw oczyszczam twarz płynem micelarnym, następnie tonizuję, nakładam naturalny, 100 % olejek arganowy z Maroka i na tej bazie używam rollera. Jeśli nakładam na twarz maseczkę to wtedy olejku już nie używam, zamiast tego można stosować także na krem nawilżający lub serum, ja osobiście krem wcieram po całej procedurze. 

Przed każdym skorzystaniem pamiętajcie, żeby wałeczek najlepiej umyć w chłodnej wodzie z mydłem, a najlepiej schłodzić przez parę minut w lodówce, kamień dość długo trzyma niską tempreaturę. Po tym zabiegu czuje się świetnie, stosuję rano i wieczorem i muszę wam powiedzieć, że czuję, że skóra jest tak naprawdę porządnie wygładzona, rozluźniona i nawilżona. Daje poczucie ulgi i komfortu. Czy wygładza zmarszczki, zobaczymy po dłuższym czasie stosowania. Nie żałuję tego zakupu. Wałeczek kupiłam w TK Maxx, za cenę 60 zł. 


Zamiast jadeitu można kupić roller z kwarcem różówym, opalem czy ametystem. To w zależności, co nam bardziej odpowiada. Generalnie mimo różnych właściwości kamieni, korzyści i cel jest niemal identyczny. Kwarc różowy na przykład dłużej trzyma chłód, ale za to jest materiałem bardziej kruchym, więc jak wam upadnie to prawdopodobnie będzie już nie do użytku. Jadeit jest za to kamieniem mocniejszym. Jeżeli wierzycie w energetyczne właściwości i zastosowania kamieni, to jest indywidulana sprawa, no to musicie wybrać taki kamień, który odpowiada najbardziej waszym potrzebom. 

Na koniec dodam, że chyba każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że kosmetyki to nie wszystko. A więc dieta, zdrowy tryb życia, odpowiedni rodzaj wysiłku fizycznego, ale też zadbanie o swoje dobre sampoczucie, to sprawy równie istotne. Jeżeli chodzi o zdrowe odżywanie, jasne, jest Lato, staram się to wykorzystywać i jeść więcej dobroci tej pory roku, warzywa, owoce przede wszystkim. Ale ze mną problem jest taki, że ja kocham jeść. Mój ukochany śmieje się często ze mnie, że jem więcej niż on i bywam częściej głodna. I taki jest fakt :) Pomimo tego, że staram się jeść jak najmniej mięsa, mam straszną słabość do podjadania sobie czasami dobrej, wiejskiej kiełbasy, goloneczki czy schabowego. A kiedy moja druga połówka zrobi grilla, to już w ogóle jest najlepsza uczta smaków, wyborne hamburgery czy steki, to coś w czym jest po prostu niezastąpionym mistrzem.  Więc sami rozumiecie, że nie jest łatwo walczyć z takimi pokusami. Uwielbiam także jeść dania mączne, takie jak kluski śląskie, kopytka, pierogi czy pyzy z mięsem. Już nie wspominając o kuchni włoskiej, o pizzy i wszelkiego rodzaju makaronach i ravioli. Do tego dochodzą meksykańskie Tacos lub zwyczajny Kebab czy Mcdonalds. Mając świadomość, że ciężko mi zrezygnować z takich ''frykasów'' kulinarnych, tłumacząc się sama przed sobą tradycjami rodzinnymi czy po prostu miłością do jedzenia, postawiłam przede wszystkim na redukcję stresu. Nie ma nic bardziej przyjemnego niż poczucie spokoju, równowagi, spokojnego snu i budzenia się z uśmiechem na twarzy. Joga, metody relaksacji, medytacji, wyciszania, odpowiednie ćwiczenia z oddechem. Dużo spokojnej muzyki, pozytywne nakręcanie się przez ciekawe, fajne książki czy filmy, no i przede wszystkim skupienie się na rzeczach dobrych, istotnych, nie analizowanie i nie rozmyślanie na tematy, które mnie przytłaczają, na które nie mam wpływu. Bezwzględny koniec z przygnębieniem i martwieniem się o to co pomyślą sobie inni. 

Niech każdy robi swoje, niech każdy zajmuje się sobą i niech każdy w tym będzie absolutnie szczęśliwy ! 



Miłego dnia !


Komentarze

Popularne posty