Harda
Ukradkiem zauważyłam ją na skraju lasu, próbowała stamtąd uciec. Zapomniała drogi ? Czy dopadły ją potwory z jej najgorszych koszmarów ? Zamotała się w porannej mgle niczym zbłąkana sarna uciekająca przed łowcą. Ale ona nie była sarną. Była wilczycą. I różniła się od stada. Szary włos z zielonymi ślepiami, masywna i potężna. Wpatrywała się we mnie dość długo. Kiedy w szamotaniu z pędami dzikiego lasu zatrzymywała się na chwilę, żeby odpocząć, stawała nieruchomo, z oddali patrząc mi prosto w oczy, podnosząc uszy do góry niczym spragniony przytulenia szczeniak. Ja przyglądałam się jej, ona spoglądała prosto na mnie. Czułam jej bliskość. Czułam jej oddech i zapach mokrej sierści skąpanej w nocnej burzy. Widziała, że jestem zraniona i krwawię, że potrzebuję jej pomocy. Upadłam na kolana grząskiego wrzosowiska, nie mając już kompletnie sił utrzymać się na nogach. Ból ściskał moje ciało tak mocno, że nie byłam w stanie pójść dalej. Łzy spływały po moich polikach, ale nie czułam, że już płaczę. Zmęczona, wyziębiona położyłam głowę na mchu. I wtedy przyszła ciemność...
Czy umarłam ? Czy jestem już roztańczonym pyłem tego świata ? Czy w ogóle jestem ? Czy byłam, czy żyłam, czy kochałam ? Czy ktoś mnie szuka ? Czy potrzebuje ? Czy tęskni ? Nie czułam już ani ciepła, ani bicia serca. Tylko ten chłód i ta nieskończona ciemność. Przestałam odczuwać. Zdrętwiała, leżąc w objęciach agonii. Usłyszałam ją bardzo wyraźnie, słyszałam jej skowyt nad swoim ciałem. Przyszła po mnie. Dopadła mnie. Czekałam już tylko, aż zrobi swoje, ale o dziwo nie bałam się tego, już niczego się nie bałam. Pochyliła się nade mną sprawdzając czy żyję. Polizała mnie po poliku, a po chwili położyła się blisko mnie otaczając moje ciało i ogrzewając je swoim. Miałam poczucie, że minęła wieczność zanim mnie odnalazła i otuliła niczym dobry duch, mój totem. Kiedy otworzyłam oczy, jej już nie było. Usłyszałam jedynie w duszy słowa "Jestem Harda i od tej chwili już zawsze będę przy Tobie". Podniosłam głowę i zobaczyłam ją na drugim brzegu. Był już następny wieczór, piękny wieczór. Było w nim coś magicznego i nie zapomnianego. Spojrzałam na swoje rany, ale już ich tam nie było. Zniknęły jakby nigdy nie istniały. Kiedy postawiłam swoje ciało do pionu, a blond długie włosy przykryły moje piersi, pojawiła się między brzegami droga rozświetlona przez miliony świetlików. Zawyła na mój widok. I zawyły też inne wilki. Przyszły po nią. Jej stado. Jej wataha. Wołały mnie swoją wilczą pieśnią, usłyszałam to w swojej duszy. Nie zawahałam się ani jednej chwili. Zaczęłam biec. Biegłam przed siebie tak szybko, że stopy delikatnie odrywały mi się od ziemi. Czułam, że powróciły pierwotne siły, poczułam w sobie moc wojowniczki. Biegłam szybko nie odwracając się za siebie. Dołączyły do mnie w połowie pomostu. Dalej biegły ze mną, a Harda zawsze obok mnie. Najbliżej ze wszystkich. Biegnąca z wilkami. Dzika i wolna od kajdan minionego świata.
Obudziłam się w przekonaniu, że wilki są tutaj nadal razem ze mną. Kiedy dotarło mozolnie, że śniłam i obudziłam się w środku nocy. Otworzyłam na oścież okno, usiadłam na kamiennym, chłodnym parapecie, głęboko oddychając świeżym, deszczowym powietrzem. Nareszcie zmyło cały ten kurz, który zagościł tu na długo. Uwielbiam budzić się w nocy i przez chwilę móc pobyć w ciszy sama ze sobą i światem. Zapalić i pomyśleć. Posłuchać tego co życie ma mi do powiedzenia. Zmierzyć się z natrętnymi, złymi myślami. Starać się je rozgonić. Gdyby można było tak teraz w środku nocy wskoczyć nago do jeziora i poczuć tą lekkość, pomyślałam. Albo tańczyć wokół ogniska niczym biała szamanka i nie martwić się każdą minutą. Upaść na delikatny, ciepły piasek i uśmiechnąć się do gwiazd.
Życie pędzi nie ubłaganie tylko w jednym kierunku. Nie rozumiem dlaczego ludzie się tak stale śpieszą jeśli na samym końcu nic ich tam nie czeka. Za to czekać może już tu i teraz. Dlaczego my wciąż czekamy na lepsze dni, na dobre rzeczy, na wyjątkowe momenty. Czy nie wystarczająco dobrym powodem jest już dzisiejszy dzień ? Czy to nie wyjątkowe, że budzimy się i żyjemy wiedząc, że mamy dla kogo ? Czy musimy mieć 10 000 pobocznych bodźców, żeby być szczęśliwymi ? Nie rozumiem dlaczego ludzie tracą swoją szansę na bycie w tym świecie w stu procentach w pełni. Najgorszy jest brak czasu na dzielenie się nim ze swoim człowiekiem. Jeśli się już takiego znalazło. Najgorsze jest odpuszczanie. Bo jeśli teraz odpuszczasz już zawsze będziesz odpuszczać. Kiedy życie Cię dopada w najlepszym jego momencie wiedz, że trzeba stanąć do walki. Nie ma dwóch identycznych osób, takiej samej chwili, ani szansy na powtórzenie tego co jest. Dziś to wystarczająco idealny moment na spełnienie marzeń, na miłość i na szczęście. Nie marnuj tego dobry człowieku. Nie marnuj niczego co w życiu dobrego Cie spotyka. Bo w imię czego ? Pustki, dna i nicości ? Tam nic nie ma. Tylko bezdenne czeluści samotności i cierpienia. Bo na samym dnie człowiek zawsze pozostaje sam, tak samo jak sam się rodzi i sam umiera. Niektórzy się od niego odbijają, a nie którzy pozostają tam do samego końca. Pomimo upływu lat i różnych doświadczeń mogę w pełni świadomie powiedzieć, że mrok niejednokrotnie daje za wygraną, a strach paraliżuje wszystkie kończyny zabierając tlen. I przeszłość dopada. Choć nie wiem jakbyś bardzo tego nie chciał/ nie chciała. Ale jeśli dziś się temu poddasz, jutro poddasz się po raz kolejny. I pojutrze. I za rok. I za lata, jeśli będziesz je miał/miała. Nie można się poddawać. I choć nie jest to moje osobiste odkrycie, osobistym jest czołgać się w nicości dzień po dniu. I osobistym także jest podnosić się i upadać, podnosić i upadać. Człowiek jako zwierzę stadne musi mieć swojego człowieka. Drugiego człowieka, który zawsze będzie trzymać za rękę, nawet w najgorszych chwilach nad przepaścią i rozstajem dróg. Miłość nie zostawia kiedy jest najgorszej. Miłość nie jest interesowna. Nie wymaga aplauzu i poklasku od wszystkich oraz ich aprobaty i akceptacji. Miłość po prostu jest. I jest szczera i wyjątkowa, albo nie jest miłością. Są momenty kiedy bywa w życiu gorzej. I wydawać by się mogło, że zrobiło się beznadziejnie. I tak się to czuje. I wtedy strach i złe emocje biorą górę. Nie jest łatwo żyć samemu, jeszcze trudniej we dwoje, kiedy bierze się za tą drugą osobę odpowiedzialność. Bo tak powinno być. Odpowiedzialni za siebie nawzajem, za zdrowie, dobre emocje, za spokój psychiczny i za szacunek do drugiej osoby. Za dziękuję i przepraszam, za dzień dobry i dobranoc. Za pomoc i lojalność, wyrozumiałość i chęć konstruktywnych rozmów, od błahych, po rozmowy, które są w stanie zdziałać cuda. Najgorszą rzeczą jest próba sprowadzenia do tzw. "parteru". Rzeczywistość i tak nas dojedzie. Nie trzeba o niej, aż tak przypominać. Największą niesprawiedliwością jest obniżanie wartości ludzkich słów. Sprowadzanie ich do rangi błahych bądź kwitowania ich narzekaniem czy też nazywajcie to jak chcecie. Wszystko co mówimy do drugiego człowieka jest ważne. Choć często żałujemy, ponieważ złość i emocje biorą górę lub czasem z bezsilności nie znajdujemy już żadnego wyboru i po prostu wygadujemy głupoty. Ale są takie słowa i takie sytuacje, którymi można wszystko odmienić.
Pamiętam jak niejednokrotnie pisałam Wam słowa : Pamiętaj, JESTEŚ MĄDRY/MĄDRA, JESTEŚ SILNY/SILNA, PIĘKNY/PIĘKNA I JESTEŚ WAŻNY/WAŻNA. I to cholernie nie jest proste w ten sposób o sobie myśleć. Popatrzcie na mnie. Wiele razy nie czuje tego, że tak jest.
Ja piękna ? Ja ważna ? Nie czuję. Jestem osobą wysoce nadwrażliwą i często niewielki krzyk lub szpilka potrafią zaboleć mnie jak nóż w plecach. Nie każdy jest tak silny na jakiego wygląda. A niektórzy są silni tylko wtedy kiedy czują, że są potrzebni, docenieni i kochani. Dawajmy sobie siłę nawzajem. Pokazujmy, że nam zależy i że chcemy dbać o drugiego człowieka, w każdej relacji. Czujmy się nawzajem zaangażowani i nie odpuszczajmy. Są osoby, które nie miały naprawdę nie miały już marzeń i nie chciały już ich mieć bo tak wydawało się prościej, jak obronna tarcza. I którym cholernie ciężko się otworzyć w pełni i zamykają się i otwierają na zmianę jak kielich lotosu. Rozkwitają i więdną. A to w pędza w poczucie winy i beznadziejność. Kołowrotek nadal się kręci i będzie się kręcił dopóki prządka nie umrze. Niech nie umiera. A dziś znowu przyszła w nocy Harda. I przypomniała o sobie. Ciekawe, w którą stronę pobiegniemy tym razem .... być może czas wspólnej drogi dobiegł końca i nie będę już biegała z wilkami. Być może cygańska dusza z zamontowanym w sercu kompasem wskazującym północ nareszcie osiądzie tam gdzie jest jej przeznaczenie, a Harda pobiegnie dalej sama niosąc pomoc innym.
Dawno nie pisałam. Bardzo dawno. Ale czasami mój wewnętrzny krzyk jest tak głośny, że musiałam w końcu jakoś to wszystko ułożyć. Jestem cholernym kłębkiem nerwów, nadal nie umiem odnaleźć swojego wewnętrznego spokoju. I wstydzę się tego. Ale z uczciwością mogę powiedzieć, że nigdy nie chcę źle. Niekiedy bywa tak, że spotykasz osobę, która zagląda w głąb naszego serca i odkrywa wszystkie nasze słabości i pokłady wieloletniego żalu. Przegląda się w Tobie jak w lustrze. Dostrzega pewne podobieństwa i wewnętrzne złamania, które bolą nas całe wieki. Widzi to kłucie w sercu i słyszy jego kołatanie. Odkrywa całą prawdę o Tobie, obnaża Cię ze wszystkich Twoich wad i najgorszych chwil. A Ciebie ogarnia paraliż, a następnie wybuchasz niczym bomba atomowa, której nie jesteś w stanie zatrzymać. I tryskasz tym gejzerem słonych łez, napełniając ziemię i czekając na ponowny wzrost jak roślinka. Ale nie ma nic złego w ujawnianiu swojego prawdziwego wnętrza bo tylko tak możesz pokazać jak prawdziwą osobą jesteś. I oczywiście to wszystko wywołuje napady lęku, szoku, otępienia, żalu i smutku. I tej cholernej złości. Uruchamiasz chęć ucieczki ze strachu przed brakiem zrozumienia i akceptacji. Ale te sytuacje potwierdzają tylko to, że czekaliśmy naprawdę długo by zobaczyć w sobie prawdę i stanąć z nią prosto w oczy. Tylko poprzez uwalnianie tych gwałtownych emocji, później zrozumienie, spokój i rozmowę można zrobić przestrzeń na nowe, dobre życie.
Moonlight Secrets Cafe. Pisanie nocą.


Komentarze
Prześlij komentarz